Czwartek, 26 październik 2017 r.
Ewarysta, Lucyny, Lutosławy
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
Coraz bardziej wzrastać w łasce oto cel życia naszego. A prowadzi nas „Łaski pełna” Maryja.

bł. S.W. Frelichowski
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
sierpień
2013-08-05
Na drodze do Wiecznego Miasta wojskowi pielgrzymi z Wojskowego Centrum Geograficznego na „Via Francigena” (dni od 16-24)

W ubiegłym roku 2012 przemierzyli z błogosławieństwem biskupa polowego Józefa Guzdka szlak pielgrzymkowy do Grobu św. Jakuba –Santiago de Compostela. W tym roku, po Mszy św. w Katedrze Polowej, 20 czerwca, celebrowanej przez ks. płk. Zbigniewa Kępę, wojskowi peregrinos: Ryszard Bożek, Jerzy Pawlikowski, Łukasz Stefaniak z Wojskowego Centrum Geograficznego ruszyli na kolejny średniowieczny pielgrzymkowy szlak europejski – Via Francigena (Droga Franków). I tak jak gorliwi chrześcijanie przez tyle wieków, zdążają pieszo do grobów św. Apostołów Piotra i Pawła – do Rzymu. Wyruszyli 12 lipca 2013 r. z Wielkiej Przełęczy św. Bernarda przy granicy szwajcarsko – włoskiej.

Dzień 16 (27 lipiec 2013r.)

Sobotni dzień romeros spędzili na bardzo długim marszu z Pontremoli do Sarzany. Idąc na zachód przemierzali malownicze tereny pogranicza toskańsko-liguryjskiego. Z wyżej położonych obszarów mogli obserwować wybrzeże morskie. Większe miejscowości mijane tego dnia, to Villafranca in Lunigiana, Aulla i Santo Stefano di Magra. Obecnie pątnicy przemierzają tereny, gdzie z uwagi na ukształtowanie uprawa roli jest trudna. W krajobrazie coraz częściej zaczynają się pojawiać winnice, oliwki i palmy.

Człowiek żyjący na ziemi, jest zawsze w drodze. Jednak krocząc przez życie często błądzi. Dzieje się tak, bowiem nie potrafi odnaleźć właściwych celów-dóbr. Bardzo często pociąga go to co miłe i przyjemne, co nie wymaga wysiłku. Ludzie sądzą, iż są panami samych siebie – czują się jak bogowie, sakralizują własne osoby i odcinają się od transcendencji. I dokąd to prowadzi? Na manowce egzystencji. Wielu otrzymuje łaskę i dane jest im usłyszeć głos Opatrzności Bożej i w porę wracają na swoja drogę: doskonalenia i rozwoju. Wielu o swoich błędnych życiowych drogach uświadamia sobie na „łożu śmierci”. Są jednak tacy, którzy odchodzą „ślepi i głusi”, którzy zbłądziwszy nie odnaleźli swojej jedynej niepowtarzalnej drogi. Co zrobić, by nie zbłądzić? – trzeba być otwartym na znaki, trzeba czuć niepokój i szukać. Owo przesłanie od dziesiątków wieków towarzyszy ludziom. Często głos opatrzności, chce na pustynię-szlak ich wyprowadzić i mówić im do serca. Pielgrzym jest, jak na obrazie Hieronima Boscha z końca XV wieku Wędrowiec, uciekinierem od zgniłej egzystencji, poszukiwaczem dobra. Zatem wędrować (camminare), to szukać. Jest to przesłanie ponadczasowe.



Dzień 17 (28 lipiec 2013r.)

Do Rzymu pozostało ok. 500 kilometrów. Romeros są w połowie drogi do celu. Po niedzielnej Mszy św. w Sarzanie pątnicy wyruszyli w drogę. Założeniem tego dnia był krótki odcinek marszu i regeneracja sił przed kolejnymi etapami. Tereny którymi szli pielgrzymi, charakteryzują się gęstą, zwartą zabudową, typową dla miejscowości kurortowych. Idąc na południe, wędrowcy obserwowali położone wysoko w górach kopalnie marmuru carraryjskiego, znanego ze swoich walorów na całym świecie. Również pątnicy mogli podziwiać tego dnia piękno uformowanego kamienia. Oprócz kilkunastu widzianych pomników, największe wrażenie na pielgrzymach zrobiły marmurowe ołtarze w bazylice katedralnej w Sarzanie. Swoją niedzielną ostoję romeros znaleźli w miejscowości Avenza-Carrara, gdzie wieczorową porą udali się na brzeg Morza Liguryjskiego, by zmęczone stopy wymoczyć w słonej i ciepłej wodzie.

Zdawać by się mogło, iż pielgrzym nic nie robi tylko idzie. Nie jest to zatem zadanie trudne. Jednak kiedy przeanalizujemy dokładniej owo wędrowanie, wówczas zobaczymy inną stronę owej łatwizny. Zakładając, iż dzienny dystans wynosi ok. 30 kilometrów, a długość pątniczego kroku ok. 0,5 metra, wówczas uzyskujemy liczbę ok. 60 tys. uderzeń stopy o podłoże. Do tego ciało jest obciążone kilkunastokilogramowym plecakiem. Dlatego też nie dziwi widok pielgrzyma, który wieczorem porusza się jak cyrkowiec chodzący na szczudłach. Prawie każdy jest lekarzem, atrybutem którego jest igła od strzykawek, służąca do przebijania obrzęków, pojawiających się systematycznie w nowych miejscach.



Dzień 18 (29 lipiec 2013r.)

Po krótkim wypoczynku w Avenza-Carrara, romeros wyruszyli w dalszą drogę. Celem ich wędrówki była tego dnia Pietrasanta. Włosi o tegorocznej letniej aurze mówią, iż jest bardzo zaskakująca i z dnia na dzień może ulec zmianie. Tak też było w poniedziałek. Po niedzielnych afrykańskich upałach nie było już śladu. Tego dnia romeros byli osłonięci od Słońca szczelną kotarą z chmur, a od czasu do czasu zraszani solidną porcją wody. Idąc wzdłuż wybrzeża pątnicy przyglądali się obróbce marmuru carraryjskiego w dużych, jak i małych zakładach kamieniarskich. Po dotarciu do Pietrasanty pielgrzymi znaleźli swoją ostoję w schronisku. Miasto, w którym spędzali noc, to miejsce inspiracji i zamieszkania dla wielu artystów i osób znanych medialnie. Mieszka tu miedzy innymi polski kierowca rajdowy Robert Kubica. Na głównym placu miasteczka, przed kościołem z marmurową fasadą, gdzie znajduje się XV wieczna ikona „Madonna del Sole”, stoi pomnik upamiętniający pamiętne starcie Zinedine Zidane z Marco Matterazzim z berlińskiego finału mundialu w 2006 roku.

Pielgrzym przemieszczając pieszo różne miejscowości obserwuje zachowania i zwyczaje społeczności wśród której przebywa. Włosi uważani są za mistrzów kuchni. Jednak posiłek nawet najbardziej wytrawny, stanowi tylko dodatek do wspólnotowego spędzania czasu przy stole. Stół jednoczy siedzących przy nim, którzy ze sobą rozmawiają. Nie ważne, czy posiłek spożywany jest w domu, czy też w restauracji. Zebrani przy stole jedzą powoli, w myśl zasady, iż ludzie to nie zwierzęta i oprócz inklinacji do zachowania życia, cechują się kulturą.

Dzień 19 (30 lipiec 2013r.)

Trasa z Pietrasanty wiodła do miejscowości Lucca. Deszcze to już przeszłość – niebo „azzurro”, no i znów cieplutko. Lucca to cel wielu wyjazdów turystycznych również z Polski. Jest to średniowieczne miasteczko otoczone murami, gdzie duch architektoniczny zatrzymał się przed wiekami. Wszystkie współczesne instytucje wtopione są w stare kamienice. W jednej z nich w Ostello San Frediano zatrzymali się również pątnicy. Szczególne wrażenie w czasie wieczornego spaceru robiły marmurowe fasady starych kościołów, dodatkowo zdobione kolorowymi sakralnymi mozaikami. Trochę szkoda tylko, że kościoły – prawdziwe dzieła sztuki, są otwarte krótko. Zazwyczaj w godzinach 8-12 oraz 15-18.

Zasadniczo są dwie pory, kiedy mieszkańcy Italii spożywają posiłki: 12-14.30 oraz po godzinie 19. W innych okresach bywają problemy by otrzymać gorący posiłek. Pątnicy doświadczyli tego faktu niejednokrotnie. Romeros jedzą zazwyczaj wieczorem w miejscu noclegu. Dania serwowane, są bardzo syte. Pierwsze danie to wybór różnego rodzaju makaronów, risotto lub coś regionalnego. Drugie danie to zazwyczaj pokarm mięsny w bukiecie sałatek i dodatków. Wszystko w zależności od preferencji popijane winem lub wodą. Każdy posiłek kończy kardynalne pytanie „cafe?”. Śniadania w Italii, to zazwyczaj kawa ze słodkim rogalikiem.

Dzień 20 (31 lipiec 2013r.)

Rankiem romeros opuścili śpiącą jeszcze Luccę. Na przedmieściach zatrzymali się w sanktuarium Św. Emmy Galgani. Miejsce to nawiedził w 1989 roku Jan Paweł II, o czym informuje tablica wewnątrz kościoła. Tego dnia romeros kroczyli fragmentem „Via Francigena – Via Romea” z X w. W Gallano ok. 7 kilometrów przed metą, spożyli smaczny posiłek u miejscowego restauratora, który darzy Polaków sympatią i z dumą w wojskowym kapeluszu pustynnym, dzierżąc w ręku proporzec, pozował do zdjęć. Na noc pątnicy zatrzymali się w Ostello Ponte Medici w miejscowości Ponte Capiano. Jak sama nazwa mówi, schronisko znajduje się na moście, który podobnie jak most złotników we Florencji, zabudowany jest mieszkaniami.

Idąc przez Italię romeros od 3 tygodni spotykają się z wielką sympatią ze strony miejscowej ludności. Poczynając od przypadkowych spotkań i rozmów, po codzienne wielokrotne pozdrowienia mijających pątników kierowców. Trąbiące auto i machająca zza kierownicy ręka kierowcy, to już codzienna tradycja. Również liczni we Włoszech cykliści oraz mijani mieszkańcy miast i wsi pozdrawiają pielgrzymów. Znane z Hiszpanii zawołania: „Buen camino” i „Ole”, mają swoje włoskie odpowiedniki: „Buon Viaggio” i „Arrivederci”.

Dzień 21 (1 sierpień 2013r.)

Gdy było jeszcze chłodno, w godzinach porannych romeros wyruszyli w dalszą drogę. Tego dnia ponad 30 kilometrowa trasa wiodła z Ponte Capiano do Gambassi Terme. Większe miejscowości mijane na trasie, to: Fucecchio i San Miniato. Kolejny dzień pątnicy przemieszczali toskańską prowincję, co stanowi odmianę od gęsto zaludnionych miejscowości wybrzeża.

Człowiek wędruje i szuka, jednak powinien na swojej drodze również budować. By budować nowe, często trzeba zburzyć to co niepotrzebne, to co przeszkadza w ulepszaniu. Tak jest i z człowiekiem, by się odbudować, by odnaleźć drogę musi zerwać z tym co było złe. Tak jak na obrazie Boscha, zostawić z tyłu wadliwe życie, pełne nieumiaru i rozpusty, a dające jednocześnie wiele przyjemności. Jest to trudne, bowiem jak zaprzeczyć naturze?. Boschowski wędrowiec też się waha, czy chce zostawić skarby doczesności. Dzieje się tak, gdyż człowiek jest zarówno wytworem natury, jak też kultury. Kiedy realizuje tylko prawa wynikające z natury, kiedy kieruje się tylko instynktem, wówczas utożsamia się ze światem zwierzęcym – dehumanizuje swoją drogę życia. Często by się odbudować, by odnaleźć odpowiedzi na trudne pytania, których nie może odkryć w zgiełku codzienności, odrywa się od tu i teraz, zostawia „pseudo szczęście” i staje się poszukiwaczem głębszego wymiaru własnego jestestwa. Buduje swoje życie na nowo w oparciu o odnalezioną hierarchię dóbr – celów egzystencji. Nie zamyka się już tylko w perspektywie dóbr pożytecznych (bonum utile) i dóbr przyjemnościowych (bonum delectabile), ale odkrywa w sobie dobro godziwe (bonum honestum) – odnajduje w sobie Boga – Dobro Najwyższe, cel swojej egzystencji. Do tego prowadzi właśnie budowanie (edificare).



Dzień 22 (2 sierpień 2013r.)

Dwudziesty drugi dzień marszu miał według planu wypełnić marsz z Gambassi Terme do miejscowości Castellina Scalo. Jednak jak się okazało ludzkie zamysły zweryfikowała rzeczywistość, a mówiąc ściślej w ten pierwszopiątkowy dzień Bóg skruszył romeros. Niczym budowniczym wieży Babel zmienił plany i sposób postrzegania rzeczywistości. A dodatkowo, by ich małość ludzka była bardziej wyraźna, ich organizmy tego dnia wyjątkowo ciężko przeżywały pątniczy trud.

Człowiek broni się przed kryzysem, jak przed każdym złem. Jest to normalny odruch. Jednak są sytuacje, kiedy w pewnym aspekcie mu ulega. Pielgrzymi rzadko chodzą we trzech razem cały dzień. Zazwyczaj wyruszają razem i wspólnie spotykają się w miejscu noclegu. W ten sierpniowy dzień miało być podobnie. Cel noclegu, miejscowość Castellina Scalo – okazał się jednak dla wszystkich odległy. Ryszard z Łukaszem przemierzając wyjątkowo strome tego dnia toskańskie (bardzo malownicze) górki znaleźli się w Castellina in Chianti, myśląc iż są w Castellina Scalo. Nic – tylko 11 kilometrów różnicy, a o pomyłce przekonali się na miejscu i to nie od razu. I pomyśleć, co czują zmordowani pielgrzymi, wspinając się ponad 10 kilometrów pod górę, w odwrotnym kierunku niż cel? Ano widzą swoje miejsce w hierarchii bytów – pewność siebie, granicząca z pychą bywa na pątniczym szlaku ujarzmiana. Droga – uczy pokory. Konsekwencja pomyłki była taka, że dwaj pielgrzymi – fizycznie dostatecznie skruszeni – znaleźli się na przedmieściach Sieny. Natomiast Jerzy, idąc przez czeluście parku narodowego, za towarzyszy mając watahę dzików, topiąc się w skwarze, znalazł przyjazne dłonie, które go przygarnęły. Na jego drodze znalazło się schronisko prowadzone przez konfraternię św. Jakuba w Abbadia a Isola. W tym miejscu, strudzony pątnik znalazł nie tylko schronienie na noc i pokarm lecz również, z odpowiednią czcią względem pielgrzyma – obmyto mu nogi. Ów pokorny gest, ukazuje nieludzką reżyserię tego dnia. Pielgrzymi wojskowi znaleźli miłosierdzie, jednak nie takie jak myśleli, ich plany – zostały zniweczone. Dobitnie doświadczyli, iż reżyserem życia jest Opatrzność.

Dzień 23 (3 sierpień 2013r.)

Sobotni dzień, to czas wyrównania pielgrzymiego szyku. Ryszard z Łukaszem czekali pod Sieną na Jerzego, który miał do nich ok. 15 kilometrów. Tego dnia marszu było niewiele, dano odpocząć zmęczonym głowom i nogom.

Cechą współczesnego świata, jest jak nigdy wcześniej informacja, która przesyłana jest bardzo szybko. Dawniej pielgrzym kroczył do mety pątniczej niezmierne długo, a znakiem, że dotarł, była np. zawieszona na szyi muszla, gdy wracał do domu. Dziś wędrówka pielgrzyma może być śledzona na bieżąco, dzięki stronom internetowym. Tu rysuje się ciekawe spostrzeżenie pielgrzymów do Rzymu w 2013 roku. Otóż, „Internet Point”, „Internet Caffe” to w Italii domena imigrantów. Przybysze z dalekich krajów, opanowali rynek przesyłu informacji, tanich rozmów telefonicznych na inne kontynenty oraz przesył gotówki do krajów Azji i Afryki (np. punkty: Western ). Zazwyczaj taki punkt komunikacji prowadzą zwani ma ulicy: „Pakistan Boys”. Spotkanych Włochów, próżno pytać o punkt z internetem. Za to zatrzymany na ulicy człowiek, odznaczający się inną, niż europejska urodą, z satysfakcją wskaże drogę lub nawet zaprowadzi na miejsce. Przy okazji takiego spaceru można wymienić informacje z włoskimi imigrantami. W Massie Marokanka Rama z synkiem Rachidem zapraszała do pięknego kraju swego urodzenia, chociaż sama „za chlebem” wyjechała do Włoch. W San Miniato, Senegalka Fanta udająca się do codziennej pracy na wybrzeżu w okolicach Pizy, niosąc na plecach 5-cio miesięcznego synka, była przewodnikiem w miejsce o które pytano. Trzeba stwierdzić, iż Włochy to kraj z ogromną liczbą imigrantów, co jest bardzo widoczne na ulicach. Są tu również znani z naszego kraju przybysze z Rumunii, którzy podobnie jak to ma miejsce w Polsce – „szukają pracy”, o którą często zaczepiają również romeros.

Dzień 24 (4 sierpień 2013r.)

Kolejny dzień pielgrzymki, pątnicy przeznaczyli na przemarsz przez Sienę do Ponte d’Arbia. Siena to miasto z niezwykle urokliwą starówką, nad którą góruje, charakterystyczna czarno-biała wieża katedry. Trzeba stwierdzić, iż ilość atrakcji, jest tak duża, iż by je wszystkie zobaczyć, potrzeba kilku dni, których oczywiście pielgrzymi nie mają. Dlatego też ograniczyli się oni, do powolnego marszu głównymi ulicami, wstępując do wybranych kościołów, w tym oczywiście do katedry na niedzielna Msze Sw. oraz sanktuarium św. Katarzyny Sieneńskiej.

Sumując wszystkie pozostałe do przebycia dystanse do Rzymu, rysuje się taka wizja. Otóż romeros pozostała do pokonania droga podobna do tej, którą przebywają rokrocznie od ponad trzystu lat pielgrzymi z Warszawy, podążający na Jasną Górę. W tym również pątnicy pielgrzymi wojskowej, z którymi w ubiegłym roku peregrinos-romeros kroczyli z Niepokalanowa do Szymanowa. W tym roku wiary, idąc do Wiecznego Miasta, solidaryzują się ze wszystkimi kroczącymi do Hetmanki Oręża Polskiego.
Łukasz Stefaniak


ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 18/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;