Czwartek, 26 październik 2017 r.
Ewarysta, Lucyny, Lutosławy
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
Coraz bardziej wzrastać w łasce oto cel życia naszego. A prowadzi nas „Łaski pełna” Maryja.

bł. S.W. Frelichowski
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
luty
2017-02-02
Każdy ma coś z „Tima”. [Refleksje po spektaklu „Silniejszy od nienawiści” wystawionym przez alumnów Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie]

Ten spektakl ma energię i potencjał ”bomby”. Może rozsadzić nasze ciasne, durne, a może „chmurne” wyobrażenia i uprzedzenia. O sobie, innych, a przede wszystkim o „Big Bossie”. Tak bowiem Boga wcielonego, Chrystusa, nazywa Tim Guenard, główny bohater sztuki „Silniejszy do nienawiści”, wystawionej w murach warszawskiego seminarium duchownego przez 20. kleryków trzeciego kursu. Historia tego spektaklu, jak każda powierzona w najlepsze, bo Boże ręce, ma swój początek, symultaniczne przebiegi i dalsze ciągi…

Dźwięk komórki przerywa miarowy szum pociągu Intercity relacji Warszawa - Częstochowa : - Czy ma Pani czas dziś wieczorem? Niestety, byłam już w ten sobotni wieczór 7 stycznia br. umówiona na spotkanie z… Matką Bożą na Jasnej Górze na nocne czuwanie. Odłożyłam komórkę do torby i zapomniałam o sprawie. „Sprawa” jednak nie zapomniała. W następnym tygodniu, w czwartek, musiałam wstąpić do księgarni „De Clero” na Krakowskim Przedmieściu. „ Silniejszy od nienawiści” – czytam ogłoszenie informujące o spektaklu. Acha, sobotnia komórka – błyskawiczne skojarzenie wyświetlone przez szare komórki. Dzwonię. – Czy są jeszcze bilety ? Już nie ma, ale… Tak trafiam na ostatni spektakl. I poznaję kleryka 3. roku Warszawskiego Metropolitalnego Seminarium Duchownego, Piotra Sokołowskiego, odtwarzającego ( jako jeden z dziewięciu) postać Tima Guenarda.


Don Camillo czy Tim

W maju ubiegłego roku zagadnął Piotra Łukasz, kolega z II roku seminarium.- Słuchaj Piotr, czytałem taką książkę ”Silniejszy do nienawiści”. Byłem na spotkaniu z autorem. To autentyczne świadectwo życia tego człowieka. Nazywa się Tim Guenard. Mieszka niedaleko Lourdes we Francji. Wiesz co? - On - po tym wszystkim, co przeżył - nie powinien wierzyć w Boga! – Jak to?! - zareagował Piotr na gorąco. I jak dziś przyznaje, była w tej reakcji mieszanka zaskoczenia i zaciekawienia. - Łukasz zaczął opowiadać, a moje zainteresowanie rosło – mówi Piotr Sokołowski.

Jezus?! - To jakiś Portugalczyk! – tak zareagował Tim, gdy pierwszy raz usłyszał to Imię. Młodociany przestępca, któremu ojciec kilkakrotnie połamał nogi i nos, gdy miał pięć lat. Dziecko ulicy, trudniące się prostytucją, przywódca gangu, mistrz Francji w boksie, który trafia na paryskie salony. Odtrącany i porzucany. Skazany przez tzw. porządnych ludzi, wśród których była także tzw. katolicka rodzina. Tim Guenard czyli ten, „który pokonuje genetykę” - jak pada ze sceny i…

- Łukasz, ufam ci, masz mój głos, gdy będzie tajne głosowanie. Jak na konklawe – uśmiecha się Piotr.

Obaj, Łukasz i Piotr, kończyli właśnie II rok warszawskiego seminarium, a w programie formacyjnym III roku jest przygotowanie i wystawienie spektaklu w sali teatralnej seminarium. - Wybór tematu, materiału scenicznego to wewnętrzna sprawa kursu czyli moich braci kleryków i księdza prefekta – potwierdza kleryk Piotr. Ostateczny wybór tematu poprzedza dyskusja, padają propozycje, a potem jest tajne głosowanie.

 - Książka „Silniejszy do nienawiści” nie była szerzej znana, za to konkurencyjna propozycja o Don Kamillo, zawierająca duży ładunek humoru, znana - wspomina Piotr genezę tego przedsięwzięcia. Co ciekawe – mówi dalej, „Silniejszy do nienawiści” wygrał tylko jednym głosem.

Materiał wyjściowy czyli książka został wybrany, ale trzeba go było przełożyć na środki teatralnego wyrazu.

- Na naszym roku jest brat Janek, który
skończył studium na Akademii Filmu i Telewizji w Warszawie (grał Ojca Thomasa). To on podjął się napisania scenariusza.

Skończył się drugi rok, klerycy rozjechali się na wakacje.

- Każdy z nas zabrał ze sobą intencje modlitewne związane z tym przedstawieniem, aby każdy, kto go obejrzy, wyniósł dla siebie jak najwięcej duchowego dobra. Modliliśmy się, aby Pan Bóg prowadził to dzieło. Oj, nie było tu przypadków… - uśmiecha się mój rozmówca.

 W czasie wakacji klerycy zapoznawali się sukcesywnie z poszczególnym scenami.

- Wiedzieliśmy, jak „mocny” to tekst. I nasze oczekiwania wobec scenariusza były ogromne. Stąd powstał pewien niedosyt – mówi Piotr.

Przyszedł nawet pewien krytyczny moment, gdy byli bliscy rezygnacji…i wtedy pojawiły się dwie Panie – Pani Beata Redo-Dobber i Katarzyna Nowicka -Mandes.

 W sukurs grupie amatorów z seminarium przyszły profesjonalistki.

 - Pytałem potem Łukasza, jak do nas trafiły, odpowiedział : Duch święty działa… I dodajmy - posługuje się ludźmi.

- Przez siostry zakonne z Czerniakowskiej ktoś znał, ktoś skontaktował. Pani Beata, reżyser związana z Teatrem Wielkim, wpadła w którąś sobotę do seminarium i powiedziała, że chce nam pomóc, ale to ma być nasze wspólne dzieło. Chcę wydobyć z was to, co najlepsze, jeśli chodzi o warsztat aktorski – opowiada Piotr.- Obie Panie ożywiły naszą nadzieję i rzuciły nowe światło na kształt przedstawienia. Przyznam, że trochę się zasugerowaliśmy doświadczeniem poprzednich roczników.

Rozpoczęły się próby i był to okres niesłychanie wspólnototwórczy, jak podkreśla Piotr. – Zaczęliśmy od rozgrzewek, prawie w wojskowym stylu. Chodziło o to, aby nasze ciało było podatnym narzędziem aktorskim, podobnie ćwiczyliśmy dykcję i aparat mowy, bo graliśmy przecież bez mikrofonów.

Piotr nie ukrywa, że był początkowy opór, wynikający ze zderzenia dwóch wyobrażeń, profesjonalizmu i w końcu nowicjuszy w tej sferze.

- Kilku może miało za sobą, jak wszyscy, udział w jasełkach, a ja nawet występowałem w liceum w teatralnych przedstawieniach, trochę przymuszany przez polonistkę, ale to przecież żadne doświadczenie w zderzeniu z tym materiałem – wyznaje Piotr.

 - Jakieś chóry? Dziewięciu Timów? – dziwili się początkowo tej koncepcji reżyserskiej…

Zaufali, że dostali się w dobre ręce, a oni ze swej strony włożyli w to dzieło całych siebie.

Gdy już słowa Tima Guenarda przyoblekły się w sceniczny kształt, po premierze, znaleźli na Facebooku podziękowania:
 Katarzyna Nowicka – Mandes, reżyser i aktorka pisała: „Chłopaki – gratulacje i brawa. Bardzo dziękuję za niezwykłe doświadczenie pracy z Wami i Beata za żywe świadectwo pasji, miłość do tego, co się tworzy na co dzień”.

Amator, „amo” to znaczy kocham. Miłość indukuje miłość. Reakcja widowni była potwierdzeniem szlachetnego jądra słowa „amator”. Także na ostatnim spektaklu, który obejrzałam w tych nieprzypadkowych okolicznościach.

 - Na 22. przedstawienia, które daliśmy, publiczność 20. razy zgotowała nam owację na stojąco, mówi Piotr. I nawet nasze męskie środowisko seminaryjne, nieskore do takich „bonusików”, doceniło to, co zrobiliśmy.

 Panowie, szacun - mówili koledzy.


Mama się modli

 W historii Tima każdy może się przejrzeć jak w lustrze, mimo pozornie nieporównywalnych życiowych dróg. Każdy przecież ma sobie i innym coś do przebaczenia, każdy ranił i był raniony przez innych. Świadomie i nieświadomie. Dlatego właśnie ta sztuka tak porusza, bo jej przesłanie jest uniwersalne i dające nadzieję. Nie ma takiego „piekła na ziemi”, tak gęstych ciemności, z których z Bożą pomocą ( Bóg posyła Aniołów i ludzi) nie można wydobywać się ku Światłu.

- W historii Tima ja też się odnalazłem. W swoim życiu tak jak on przeżywałem okres buntu przeciw krzywdzie i niesprawiedliwości – wyznaje Piotr.

- Gdy patrzę na historię mojego powołania, widzę obrazy – opowiada Piotr, kleryk III roku warszawskiego seminarium. Przychodzi ksiądz, mówi, żebym zdjął firankę. I prosi mamę, żebym został ministrantem.

Mały chłopiec, jakim był wówczas, nie do końca rozumiał sens bycia przy ołtarzu, bardziej pociągał go podziw, jaki chciał widzieć w oczach rówieśników.

Niestety jakiś czas później dotarły do mnie smutne wieści ze szpitala. Nie do końca wtedy to rozumiałem i choć w sercu rodziły się do Boga pretensje, zaakceptowałem to. Mama umarła na raka.

Już w gimnazjum usłyszał od starszego brata: - Idę do seminarium.

- Dobra, będę za ciebie trzymał kciuki, powiedziałem tak zwyczajnie, po ludzku. Pamiętam, że jak przyjeżdżał na przepustki z seminarium, byłem ciekawy, jak wygląda ich dzień od wewnątrz : Co wy tam robicie? – Dużo modlitwy i nauki, usłyszałem od brata. – Ja bym chyba i pół dnia nie wytrzymał – odparowałem.

To był też czas, gdy brat kleryk wiele mu mówił o Panu Bogu.

Nastał czas wyboru drogi. Zdana matura. - Boże, zrób, żeby było dobrze, modliłem się po swojemu, ja mam swoje plany i chcę, żebyś mi w tych planach pomógł. – Zaczęła się przygoda w świecie – mówi Piotr. Wyjazd do pracy zagranicę, studia w Szkole Policyjnej w Szczytnie ( na studia zarabiałem pracując w Niemczech).

Tymczasem pojawił się pomysł przystąpienia do egzaminów, testów sprawdzających do Żandarmerii Wojskowej. Warunki fizyczne Piotra sprzyjały tej służbie. Przygotowywał się rzetelnie. – 18 miesięcy służyłem w Mazowieckim Oddziale Żandarmerii Wojskowej
. Mając wcześniej otwartą drogę do służby w Oddziałach Specjalnych w Mińsku, wybrałem Warszawę. – To było moje marzenie, ale gdy się spełniło – nie wypełniło mojego serca. Czułem że to nie moja droga...podzieliłem się rozterkami na stronie internetowej. Były tam świadectwa osób duchownych i świeckich. Napisałem do jednej z nich z prośbą o radę. Pamiętam dokładnie datę, 19 marca 2013 r. (Patron dnia św. Józef). 22 marca wracam trochę przygnębiony – także z powodu przegranej w meczu z Ukrainą, bo jestem kibicem sportowym – Otwieram komputer. Jest odpowiedź:- Szczęść Boże, i krótko po wojskowemu, a na koniec: - Piotr, czy nie zastanawiałeś się, żeby służyć Panu Jezusowi przy ołtarzu?

Do Piotra Sokołowskiego, żołnierza Żandarmerii Wojskowej, pisał ks. Tadeusz Sosnowski z diecezji siedleckiej. Okazało się, że jest chory na stwardnienie rozsiane, musiał zrezygnować z probostwa, ale służy duchowo w Internecie. Ta jego posługa przynosi owoce.

- Już 12 osób postanowiło wybrać seminarium duchowne, ja jestem jedną z nich – daje świadectwo Piotr.

I tu też trochę podobieństw do Tima – uśmiecha się mój rozmówca.

Piotr podejmuje decyzję trochę emocjonalnie, robi krok do przodu, potem się cofa. Składa papiery do seminarium, potem wycofuje.

- Po takim ogromie krzywdy i niesprawiedliwości, zawodów, rozczarowań, jakich doświadcza Tim, proces wydobywania się z zaklętego kręgu zła i nienawiści musi trwać, to nie dzieje się w sposób magiczny i natychmiastowy – wracamy do refleksji nad życiem Tima Guenarda.

- Właściwie można było cały spektakl „wykrzyczeć” – mówi Piotr, bo ten krzyk to wyraz buntu Tima, jego rozpaczy, cierpienia. – Pazur zła wniknął w moje ciało – mówi nawet w pewnym momencie Tim – w tak poważnym stanie duchowym była ofiara odmowy miłości od bliźnich i najbliższych. – Gdy umiera Pan Leon, bezdomny filozof, który się zaopiekował małym Timem na ulicy, ten wykrzykuje : Big Boss, dlaczego mi zabrałeś mojego przyjaciela?! - przywołuje fragmenty przedstawienia Piotr. –
Kiedyś w czasie z jednego ze świadectw, zapytano Tima : gdzie ty zobaczyłeś Pana Boga? W policjancie, który się do mnie uśmiechnął i dał mi kanapkę, w Sędzi, który we mnie uwierzył, w tym podarowanym rysunku misia, gdy byłem w szpitalu.

(Tak niewiele potrzeba, jak pokazuje przypadek Tima, by głodnego miłości nakarmić i postawić tamę złu. To lekcja do odrobienia dla wszystkich - dla tych, których życiowym niszczącym „paliwem” staje się nienawiść i tych, którzy zamiast nienawiść zwyciężać dobrem, odpowiadają nienawiścią.)

- Czy brat ksiądz zachęcał ? – wracamy do drogi powołania Piotra - Nigdy takiej zachęty wprost od brata nie usłyszałem. Ale gdy mu powiedziałem o mojej decyzji, usłyszałem: - Mama się dużo za nas modliła i … nadal modli.

Gdy wycofałem papiery, powiedziałem do siebie : Dam sobie jeszcze rok na ostateczną decyzję o wstąpieniu do seminarium. Poczekam.

- Jak środowisko wojskowe przyjęło moją decyzję – powtarza moje pytanie Piotr. - Mój dowódca z ŻW, który był człowiekiem twardym i wymagającym, powiedział, że bardzo się cieszy,
choć wiązał z moją osobą ogromne nadzieje co do dalszej służby.

I choć niektórzy jeszcze przybierają w wojsku pozy antykościelne, bo nie potrafią inaczej, bo niby lepiej (?) się schować za barczystymi plecami kolegów… jak to czynią „Timowie” wszystkich czasów i miejsc, to przecież: - Koledzy przyjęli tę wiadomość bardzo życzliwie, gratulowali, choć nie brakowało zdziwienia moją decyzją, które przeradzało się momentami w gromki śmiech. Otworzyli się na rozmowy o Panu Bogu, dodaje Piotr.

Rozmawiamy w przeddzień kolejnej sesji egzaminacyjnej, przed tak ważnym dla kleryckiej braci momentem obłóczyn.

Do seminarium przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie sprowadziły 20. kleryków III roku różne drogi. W rożnych momentach swojego życia usłyszeli : Pójdź za mną. Zostawili - jak ich poprzednicy sprzed ponad 2000. lat - swoje „sieci” i idą za Chrystusem…

- Wśród 20. kolegów z mojego kursu, około 1/3 przyszła zaraz po maturze, tyle samo, jak ja, przerwało studia, i 1/3 miała za sobą już zawodowy staż; są bankowcy, ekonomiści – mówi Piotr.


Ciąg dalszy nastąpi ?...

Już następuje, mimo że w seminaryjnym teatrze kurtyna zapadła 15 stycznia, po ostatnim przedstawieniu, gdy ucichły oklaski. Jest przecież książka Tima Guenarda, dziś szczęśliwego męża i ojca trójki dzieci, „Silniejszy od nienawiści”. Można po nią sięgnąć.

- A owoce tej ewangelizacji są w większości dla nas ukryte – mówi Piotr. Nagraliśmy przedstawienie. Zabiegamy o profesjonalne nagranie
Sam wie, jak tego rodzaju świadectwa mogą przemawiać.

 - Miałem już praktyki pastoralne w areszcie śledczym,
w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym – mówi.

Może ten nagrany materiał trafi na rekolekcje, do katechetów – myślę głośno.

Kto wie?... Przecież Duch święty działa bez odpoczynku i nigdy się nie zagapia. „ Wieje kędy chce”.

Elżbieta Szmigielska - Jezierska

ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 18/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;