Czwartek, 26 październik 2017 r.
Ewarysta, Lucyny, Lutosławy
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
Coraz bardziej wzrastać w łasce oto cel życia naszego. A prowadzi nas „Łaski pełna” Maryja.

bł. S.W. Frelichowski
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Archiwum
2011-05-21
U boku Rosji. Służba duszpasterska polskich formacji wojskowych podczas I wojny światowej (Wiktor Cygan)

            Po wybuchu wojny w połowie sierpnia 1914 r. rosyjski Naczelny Wódz Wielki Książę Mikołaj Mikołajewicz wydał odezwę do Polaków, w której obiecywał, że pod berłem cesarza odrodzi się Polska swobodna w swojej wierze, języku i samorządzie. Odezwa ta, choć nie miała żadnej wartości politycznej (podpisał ją tylko Naczelny Wódz), spotkała się z poparciem części Polaków, carskich poddanych. Była ona wymuszona (z czego nie zdawano sobie powszechnie sprawy) akcją zbrojną Piłsudskiego i utworzeniem u boku Austo-Węgier Legionów Polskich.
            Dla przeciwstawienia się galicyjskiemu NKN utworzono w Warszawie Komitet Narodowy Polski, mający stanowić reprezentację narodu wobec centralnych władz rosyjskich. Komitet ten zabiegał o utworzenie ochotniczych polskich formacji po stronie Rosji.
            Niezależnie od tych starań, za zgoda dowódcy Frontu Południowo-Zachodniego we wrześniu 1914 r. rozpoczęto werbunek do samodzielnego polskiego oddziału. Miejscem jego organizacji początkowo były miasta Chełm i Brześć nad Bugiem, zaś już od października Puławy, gdzie zorganizowano ośrodek szkoleniowy. Od miejsca formowania uzyskał popularne miano Legionu Puławskiego. W styczniu 1915 r. liczący około 1000 żołnierzy oddział (baon piechoty, kompania km, kompania łączności, szwadron kawalerii), dowodzony przez ppłk. Antoniego Reutta, włączony został w skład armii rosyjskiej.
            Jego żołnierze nosili mundury rosyjskie i wyszytymi dodatkowo literami „LP”. W stosunku ze zwierzchnikami używano języka rosyjskiego, natomiast komenda była polska. Legionowi nadano organizację „drużyn państwowego pospolitego ruszenia”, podlegających władzom lokalnym. Legion Puławski przekształcono w 739 i 740 drużyny, zaś kawalerię w 104 i 105 sotnie pospolitego ruszenia.
            Legion posiadał swojego kapelana. Był nim kapłan archidiecezji warszawskiej ks. Mikołajtys. Zgodnie z rosyjską hierarchią wojskową posiadał stopień kapitana [
J. Odziemkowski: Służba duszpasterska Wojska Polskiego, Warszawa 1998, s. 34]..
            Od marca 1915 r. Legion (bez kawalerii) przebywał na froncie. Żołnierzom towarzyszył ks. Mikołajtys. Pierwszy poważny bój stoczył oddział pod Pakosławiem koło Iłży (20 maja). Z ogólnej liczby 493 ludzi, którzy wzięli udział w walce, poległo 42 żołnierzy, 60 było rannych, a 11 zaginęło. Wśród rannych znalazł się ppłk Reutt, którego zastąpił przydzielony z armii rosyjskiej płk Jan Rządkowski. Dalsze walki Legion Puławski toczył pod Michałowem, Władysławowem i Nurcem (tu stracił 188 zabitych i rannych). Po walce pod Zelwą (10 września) jego resztki (nieco ponad 100 żołnierzy) odesłano do Bobrujska, gdzie doń dołączyła działająca dotąd samodzielnie kawaleria.
            Posiadamy tylko nieliczne informacje o życiu religijnym w Legionie. Wiadomo, że jego żołnierze wspólnie odprawiali poranne i wieczorne modlitwy. Ks. Mikołajtys odprawiał nabożeństwa, udzielał sakramentów, chował poległych [
J. Rządkowski: Pierwszy Legion Puławski, Warszawa 1925, s. 81, 97]. Na nabożeństwo rezurekcyjne w 1915 r. udano się do kościoła w Radoszycach, gdzie po jego zakończeniu żołnierze odśpiewali hymn Boże, coś Polskę [„Wiadomości Wojskowe” nr 3/1917, s. 52].            W tym czasie z inicjatywy dowódcy 104 Brygady Pospolitego Ruszenia gen. mjr. Piotra Szymanowskiego (jednego z organizatorów Legionu Puławskiego) rosyjskie Naczelne dowództwo wyraziło zgodę na utworzenie złożone z 4 batalionów piechoty (bez artylerii) Brygady Strzelców Polskich.
            W tej sytuacji gen. Szymanowski wydał rozkaz z 30 września/13 października 1915 r. stwierdzający, iż sztab 104 brygady przemienia się w sztab Brygady Strzelców Polskich, zaś resztki I i II Legionu uważa za kadrę I baonu, a 115 i 116 sotnie (poprzednio 104 i105) za szwadrony Dywizjonu Ułanów Polskich [
H. Bagiński: Wojsko Polskie na Wschodzie, Warszawa 1990, s. 45].
            Choć dowódca brygady został gen. Szymanowski, związany poprzednio z ruchem narodowym, to wielką rolę odgrywali w niej oficerowie rosyjscy, często zruszczeni Polacy. Na czele stali ludzie „z urzędu”, zaprawieni długoletnią służbą carską do strachu przed tym co polskie i przyzwyczajeni do tego, że car za nich myślał. Naraz ni stąd ni zowąd znaleźli się wśród Polaków. Z początku nie wiedzieli co począć ze sobą, bo mowa polska im się nie kleiła, gdyż przyzwyczaili się mówić po rosyjsku, a wielu z tych panów dla kariery pożeniło się z Rosjankami. Tymczasem żołnierze w większości swej owiani głębokimi uczuciami patriotycznymi nienawidzili setnie tych swoich „czubaryckich” i jak z ironią nazywali „katolickich” dowódców (…) za to właśnie, że byli bardziej carscy, niż wymagała tego ich kariera. Nie rozumiało tego wielu dowódców, noszących wiecznie płaszcz na dwóch ramionach i wielu innych zbyt dbałych o ordery i rangi wyższe. Działalność zbyt lojalna tych panów bardzo utrudniała pracę wśród żołnierzy mniej uświadomionych narodowo, głównie z kresów, zwanych również „katolikami” [
Tamże, s. 43-44].
            Z tego też powodu duże znaczenie dla rozbudzenia świadomości narodowej oficerów i szeregowych brygady miała działalność kapelanów. Jak wynika z opublikowanych relacji każdy dzień w formacji rozpoczynano od wspólnej modlitwy na apelu porannym przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, ustawionym na polowym ołtarzyku. Po odczytaniu listy obecności w pododdziałach, na komendę „czapki zdejm” żołnierze zwracali się twarzami w kierunku ołtarza. Odmawiano modlitwy: Ojcze Nasz, Zdrowaś Mario i Wierzę w Boga Ojca. Modlitwę kończono odśpiewaniem Roty oraz Kiedy ranne wstają zorze. Wspólną modlitwę odmawiano także na apelu wieczornym [J. Odziemkowski: op. cit., s. 34].
            W Brygadzie Strzelców Polskich służyło dwóch kapelanów; jednym z nich był ks. Mikołajtys. W 1916 r. obowiązki duszpasterskie objął także działacz harcerski związany ideowo z Ligą Narodową ks. Kazimierz Lutosławski [
J. Skiba: Lutosławski Kazimierz, w: Harcerski słownik biograficzny t. 1, Warszawa 2006, s. 117].
            W końcu marca 1916 r. licząca około 4000 żołnierzy brygada (jej dowódcą został gen. lejtn. Adam Sławoczyński) wyruszyła na front w rejon Baranowicz. Od 4 lipca brała udział w ogólnym natarciu rosyjskiego XXV korpusu na pozycje niemieckie. W czasie walk w szczególny sposób wyróżnił się ks. Lutosławski, który W bitwach nad Szczarą i Serweczą d. 11.VII.1916 r. pod Lubaniczami pod silnym ogniem karabinowym obchodził pierwszą linię okopów, błogosławił i zachęcał żołnierzy do wytrwania, dając im przykład odwagi [
CAW: KW-68/L-1142. Wniosek gen. J. Rządkowskiego z 25 kwietnia 1922 r. na Krzyż Walecznych dla ks. Kazimierza Lutosławskiego ].
            W końcu tego miesiąca brygada objęła odcinek frontu nad rz. Szczarą, gdzie pod Zaosiem atakowała pozycje przeciwnika. Jednostka, nad którą dowództwo w końcu września objął gen. mjr Bolesław Olszewski, spędziła jesień i część zimy na pozycjach nad Szczara. W styczniu 1917 r. została przewieziona na tyły do rejonu Kijowa, do dyspozycji dowódcy Frontu Północno-Zachodniego gen. Aleksieja Brusiłowa [
H. Bagiński: Wojsko Polskie, s. 50-54].
            W okresie pobytu brygady na froncie jej kapelani prowadzili działalność duszpasterską: odprawiali nabożeństwa, udzielali sakramentów, chowali poległych żołnierzy. Jednak ta ich praca nie znalazła odbicia we wspomnieniach uczestników walk.

Rozbudowa polskich formacji na terenie Rosji

            Utworzony po wybuchu rewolucji lutowej 1917 r. w Rosji Rząd Tymczasowy30 marca uznał niepodległość Polski w granicach etnograficznych. Rozpoczęło się formowanie dużych narodowych (m.in. polskich) jednostek wojskowych.
            W oparciu o Brygadę Strzelców Polskich podjęto organizację Dywizji Strzelców Polskich. Jej dowódca gen. mjr Tadeusz Bylewski zwrócił się z prośbą do administratora archidiecezji mohylewskiej ks. biskupa Jana Cieplaka o skierowanie do służby w dywizji kapelanów.
            Ks. biskup Cieplak poprosił wówczas rektora Akademii Duchownej w Petersburgu, aby ten zachęcił kończących studia do podjęcia pracy duszpasterskiej w polskich formacjach wojskowych. Na apel rektora ks. Idziego Radziszewskiego zgłosili się ks. Tadeusz Jachimowski i ks. Eugeniusz Kapusta. Obaj 12 kwietnia otrzymali nominacje kapelańskie i po przyspieszonej promocji magisterskiej 24 kwietnia wyjechali do Kijowa [
F. Rutkowski: Arcybiskup Jan Cieplak, Warszawa 1934, s. 140-143].
            W następnym miesiącu w dywizji pełniło posługę już 5 kapłanów: ks. Stanisław Czyżewski (kapelan 1 pułku strzelców polskich), ks. Męciński (2 pułk strzelców polskich), ks. Hilary Daniłowicz (3 pułk strzelców), ks. Tadeusz Jachimowski (4 pułk strzelców) i ks. Eugeniusz Kapusta (lazaret). Wkrótce ks. Męcińskiego zastąpił ks. Antoni (?) Gerwela.
            Wszystkie większe uroczystości w dywizji i poszczególnych pułkach rozpoczynały się mszą św. W Kijowie na nabożeństwa wojskowe przybywali liczni Polacy, mieszkańcy miasta. Kapelanom w ich pracy pomagali nieliczni tutaj księża katoliccy [
J. Odziemkowski: op. cit., s. 35].
            W sierpniu 1917 r., po walkach stoczonych z wojskami państw centralnych na terenie Galicji, dywizję przetransportowano na Białoruś. Skoncentrowana w okolicy Bychowa, weszła w skład forowanego I Korpusu Polskiego gen. por. Józefa Dowbora-Muśnickiego.
            Korpus, stanowiący część armii rosyjskiej, składał się z trzech dywizji strzeleckich, dwóch brygad artylerii, trzech baterii artylerii ciężkiej, pułku kawalerii oraz pododdziałów pomocniczych. Pod koniec roku jego stan wynosił około 22 000 żołnierzy.
            Jednak element żołnierski, który przychodził po przewrocie w armii rosyjskiej, był bardzo różnolity. Przychodzili tacy, którzy chcieli wszystko oddać idei niepodległościowej, przychodzili również tacy, którzy dla sprawy byli mniej oddani, i tych była większość. (…) Przychodził natomiast i taki element, który świadomie się zaciągał do formacji, aby je rozwalić droga zgangrenowania, przez agitację. Ten element był bardzo ruchliwy i bardzo niebezpieczny, zwłaszcza że gros zaciągających się do korpusu żołnierzy było mało uświadomionych narodowo i wobec tego w stadium rozkładu [
W. Lipiński: Walka zbrojna o niepodległość Polski w latach 1905-1918, Warszawa 1990, s. 258].
            Swoją wizytę wśród zrewolucjonizowanych żołnierzy wspominał gen. Dowbor-Muśnicki w sposób następujący: Zastałem żołnierzy zupełnie zdemoralizowanych. Mieli porozpinane płaszcze, bez pasów, karabiny w kozłach, w oczach zuchwalstwo i lekceważenie. Wydawało się, że za chwilę rzucą się na mnie i rozszarpią, jak to zrobili bolszewicy z gen. Duchoninem na dworcu w Mohylewie. Wszedłem w środek tego mrowiska i stanąłem. Uciszyło się. Patrzyli na mnie. Zdjąłem czapkę i zawołałem na cały głos: <<Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!>> Piorun z jasnego nieba, wybuch pocisku z ciężkiej artylerii nie wstrząsnąłby nimi tak, jak te słowa. Byłem zresztą ich pewien. Przede mną stała banda, ale przecież byli to Polacy. Jak jeden głos odkrzyknęli: <<Na wieki wieków Amen!>>… Błyskawiczne zapinanie mundurów, poprawianie pasów i oto cały pułk stał na baczność. Wtedy ich rugnąłem [S. Tworkowski: Krzyż Dowbora, Londyn 1986, s. 30].
            Niektóre oddziały, wydzielone z armii rosyjskiej, przybywały do korpusu z własnymi kapliczkami i sztandarami z wizerunkiem Matki Bożej, inne kupowały ołtarzyki polowe z własnych, bądź pozyskanych, środków.
            Żołnierze korpusu przejawiali silne przywiązanie do wiary i Kościoła katolickiego, co dla wielu z nich było utożsamiane z zachowaniem polskiej odrębności wobec władz rosyjskich i – na ogół także prawosławnej na tym terenie – miejscowej ludności. Mimo, iż sam dowódca korpusu nie był katolikiem, a szef sztabu gen. ppor. Agapiejew, Rosjaninem, gen. Dowbor-Muśnicki zdawał sobie sprawę ze znaczenia religii katolickiej dla ogółu żołnierzy. Ta z kolei w znacznym stopniu uodporniała ich na bolszewicką propagandę, która szerzyła się w armii rosyjskiej.

Organizacja służby duszpasterskiej I Korpusu Polskiego

            Zarówno dowódcy, jak i szeregowi korpusu zdawali sobie sprawę ze znaczenia opieki duszpasterskiej dla podnoszenia (i utrzymania) morale żołnierzy. Dlatego ich delegacja udała się do ks. biskupa Cieplaka z prośbą, aby zechciał objąć kierownictwo nad polskim duszpasterstwem wojskowym w Rosji. Biskup prośbie tej uczynił zadość, stając się nieformalnym polskim biskupem polowym w tym kraju [R. Kwiatkowski: Rys do sylwety śp. abpa Jana Cieplaka, „Kwartalnik poświęcony sprawom katolickiego duszpasterstwa wojskowego w Polsce”, nr 1/1934, s. 19].
            5 października ks. Jachimowski wyjechał do Piotrogrodu do ks. biskupa Cieplaka, aby przedstawić mu problemy związane z tworzeniem służby duszpasterskiej korpusu. Biskup przyjął kapłana życzliwie, obiecując pomoc.
            W tym czasie gen. Dowbor-Muśnicki zwrócił się do rosyjskiego Sztabu Generalnego o wyznaczenie 15 kapelanów spośród kandydatów przedstawionych przez ks. biskupa Cieplaka. Na przełomie września i października kilkakrotnie telegrafował do biskupa, prosząc o przyspieszenie przydziału duszpasterzy.
            Prawdopodobnie z powodu braku ochotników ks. biskup Cieplak w październiku skierował list do kapłanów archidiecezji mohylewskiej z zachętą do wstępowania w szeregi polskich oddziałów. 19 października poinformował gen. Dowbora-Muśnickiego o wyznaczeniu 11 kapelanów, z których pierwsi dwaj jeszcze w tym miesiącu dotarli do korpusu [
J. Odziemkowski: op. cit., s. 36].
            Do końca roku zorganizowano strukturę duszpasterstwa w I Korpusie Polskim. Na czele służby duszpasterskiej dywizji stanął jej dziekan, któremu podlegali kapelani pułkowi i szpitalny. Funkcję dziekanów poszczególnych jednostek objęli ks. Tadeusz Jachimowski, ks. Eugeniusz Kapusta i ks. Antoni Niewiarowski, w 1914 r. zesłany do Ufy za sprzyjanie akcji Legionów Polskich.
            4 grudnia ks. biskup Cieplak wyznaczył dziekana generalnego dla polskich jednostek na froncie rosyjskim. Został nim ks. Jan Pajkert, który w 1914 r. zgłosił się ochotniczo do pełnienia opieki duszpasterskiej wśród Polaków, służących w rosyjskiej 75 Dywizji Strzeleckiej. Do dowództwa korpusu ks. Pajkert dotarł około 14 grudnia.
            Organem doradczym dziekana generalnego był Zjazd duchowieństwa.

x x x

            Od samego początku stanowiska duszpasterskie w I korpusie nie były w pełni obsadzone. Tak np. ks. Jachimowski sprawował równocześnie funkcję dziekana 1 dywizji i kapelana 2 pułku strzelców polskich. Wiosną 1918 r. posługę kapelańską w korpusie pełniło 19 księży. Nie zabezpieczało to jednak potrzeb oddziałów, gdyż jego w skład weszły w tym czasie także trzy pułki ułanów. Kapelanem 1 pułku ułanów od września 1917 r. był ks. Antoni Burzyński [CAW: AP.I.481.B.15444, wniosek na Krzyż Walecznych dla ks. Antoniego Burzyńskiego].
            Zgodnie z umową zawartą 21 maja 1918 r. przez przedstawicieli wojskowych Niemiec i I Korpusu Polskiego została zarządzona demobilizacja polskich oddziałów. Trwała ona do lipca i objęła także służbę duszpasterską.

Praca duszpasterska w korpusie

            Sytuacja hierarchiczno-jurysdykcyjna polskich kapelanów nie była jasna; nie posiadali własnego biskupa polowego, nie mieli też przynależności diecezjalnej. Pracę utrudniało rozśrodkowanie oddziałów. Tak np. ks. Jachimowski, dziekan 1 dywizji, jako kapelan 2 pułku strzelców, musiał przebywać w dowództwie pułku odległym o 18 km od sztabu dywizji. W dodatku poszczególne bataliony były rozlokowane w promieniu kilkunastu kilometrów. Z tego powodu objazd pododdziałów zabierał niejednokrotnie 2-3 dni [J. Odziemkowski: op. cit., s. 37].
            Kapelani często musieli przedostawać się przez obszary zamieszkałe przez wrogo nastawioną do Polaków ludność, bądź obsadzone przez zdemoralizowanych rosyjskich żołnierzy.
            Demoralizacja ta, choć w znacznie mniejszym zakresie, objęła też formacje polskie. W oddziałach nierzadkie były wypadki pijaństwa żołnierzy, kradzieży i zobojętnienia na sprawy narodowe.
            Z tego względu kapelan musiał być nie tylko duszpasterzem, ale też doradcą w sprawach politycznych, powagą w sprawach narodowych, budzicielem często uśpionych w duszy żołnierza szlachetnych odruchów miłości Ojczyzny [
F. Rutkowski: op. cit., s. 143].            Tak np. w marcu 1918 r., przed złożeniem przysięgi przez żołnierzy korpusu, kapelani wygłosili cykl pogadanek na temat znaczenia przysięgi na wierność ojczyźnie [J. Odziemkowski: op. cit., s. 38].
            Ważnym wydarzeniem w dziejach duszpasterstwa I korpusu był obradujący 7 marca [
Tamże, s. 38. Natomiast Z. Waszkiewicz: Duszpasterstwo wojskowe w siłach zbrojnych Drugiej Rzeczypospolitej (1918-1939), Toruń 2000, s. 35, podaje datę 3 marca] 1918 r. w Bobrujsku pierwszy Zjazd Duchowieństwa, stanowiący organ doradczy dziekana generalnego. W następstwie zjazdu m.in. ujęto w zorganizowane formy życie religijne żołnierzy. Dzień rozpoczynano i kończono wspólną modlitwą. Porządek apelu porannego przewidywał odmówienie modlitw Ojcze Nasz, Zdrowaś Mario, odśpiewanie pieśni Kiedy ranne wstają zorze oraz Roty. Wieczorem śpiewano Boże, coś Polskę i Wszystkie nasze dzienne sprawy. W niedziele i święta odprawiano uroczyste msze św., podczas których oficerowie, staropolskim obyczajem, w czasie czytania ewangelii wydobywali szable dla zaakcentowania swojej gotowości do walki w obronie wiary.
            Zdając sobie sprawę ze znaczenia religii katolickiej dla podniesienia morale żołnierzy i uodpornienia ich na bolszewicką propagandę, gen. Dowbor-Muśnicki nakazał, by msze niedzielne i świąteczne były odprawiane możliwie jak najuroczyściej. Dlatego ograniczano wówczas do koniecznego minimum zajęcia w oddziałach, by jak największa ilość żołnierzy mogła w nich uczestniczyć. Na nabożeństwo wojsko przybywało w zwartych szykach, z orkiestrą [
Tamże, s. 38-39].
            Lecz nie tylko sprawy duszpasterskie wypełniały czas kapelanom. Niejednokrotnie znajdowali się na polu walki, gdzie wyróżniali się osobistym męstwem.
            Ksiądz Eugeniusz Kapusta, jako kapelan 4 pułku Strzelców Polskich, brał udział w walkach przeciw bolszewikom pod Rohaczewem, Bobołowem i Bortnikami i w ciężkich chwilach walki z przeważającymi siłami bolszewików osobista odwagą i dzięki swej popularności wśród 4 pułku Strzelców umiał podtrzymać chwiejącego się ducha żołnierzy i z narażeniem życia spełniał pod ogniem swe obowiązki kapłańskie [
CAW: KW-48/K-686. wniosek na odznaczenie Krzyżem Walecznych z 27 lipca 1921 r. ].
            4 lutego 1918 r. pod Tołoszycą (na wschód od Bobrujska) ks. Jachimowski zachęcał broniących pozycji żołnierzy do skutecznej walki, przechodząc wzdłuż pierwszej linii obrony i dodając im otuchy. Podczas starcia odniósł kontuzję płk Daniel Konarzewski, po którym ks. Jachimowski przejął dowództwo i zwycięsko zakończył walkę.
            Dzień później podczas walk z bolszewikami o Osipowicze (na zachód od Bobrujska) dziekan ks. Pajkert podniósł polskich żołnierzy na duchu po nieudanym przeciwnatarciu, pomógł przełamać kryzys w szeregach, a po zajęciu miasta uchronił ludność przed odwetem wzburzonych żołnierzy [
J. Odziemkowski: op. cit., s. 37-38].
            Natomiast ks. Antoni Niewiarowski W dniu 28 stycznia 1918 r. od godz. 8-mej rano tj. od chwili wyruszenia pierwszego oddziału jako kapłan stał błogosławiąc wychodzących i tak przebył do godz. 1-szej w południe, dopiero wówczas, gdy ostatnie szeregi ariergardy zeszły ze stanowiska, przyłączył się do nich i razem z nimi pod strzałami nacierających bolszewików świecąc przykładem męstwa, odchodził w ślad za dywizją, z którą połączył się o godz. 7-mej.
            Przebywając cały przemarsz z dywizja brał udział w jej walkach z bolszewikami pod Bałtutinem 29.I, Strygiem 30.I, Poczynkiem 31.I, Horodcem 1.II, Piotrowiczami 2.II, Zabłociem 19.II i Pohołowem, dając liczne dowody męstwa i odwagi i ciągle narażając swe życie.
            Praca ks. Niewiarowskiego w czasie przemarszu była bardzo uciążliwa, gdyż trzeba było wszędzie być, stale być przy żołnierzu, dodawać mu otuchy, bo przemarsz odbywał się w straszliwie trudnych warunkach, a swym wpływem i pracą w znacznej mierze przyczynił się do szczęśliwego przemarszu dywizji 3-ciej z Jelni do Bobrujska
CAW: KW-85/N-497. Wniosek na odznaczenie Krzyżem Walecznych z 5 czerwca 1921 r.].
           W tych trudnych chwilach w dziejach korpusu wyróżnił się też kapelan 1 puł ks. Antoni Burzyński, który brał osobisty udział we wszystkich walkach 1 p. ułanów Krechowieckich na terenie Rosji.
            Z narażeniem życia, w sferze faktycznego działania ognia nieprzyjacielskiego – ks. Burzyński osobistą odwagą zagrzewał pułk do walki, dając szczytny przykład szeregom i spełniając swoje obowiązki ojca duchownego względem rannych, nieraz nawet pod gradem kul nieprzyjacielskich
[
CAW: AP.I.481.B.15444. Wniosek na odznaczenie Krzyżem Walecznych z 7 września 1921 r.].
            Rolę służby duszpasterskiej korpusu ocenił jego dowódca, gen. Dowbor-Muśnicki, w sposób następujący:
            Duchowieństwo korpusowe stało na wysokości swoich zadań kapłańskich. Nie byli to urzędnicy, ubrani po cywilnemu i wyszkoleni po wojskowemu – byli to duchowni o wyglądzie naszych wiejskich księży w sutannach, do których przyzwyczaiło się polskie oko; nosili jako jedyną wojskową odznakę uniformową maciejówkę. Ci księżą w Korpusie byli to głosiciele wiary i naszych polskich obyczajów. Przyczynili się oni wielce do zmodyfikowania stosunków między władzą a podwładnymi i wyplenienia z duszy polskiego wieśniaka i robotnika obcych, wrogich duchowi polskiemu naleciałości. Robię zastrzeżenie, że duchowieństwo Korpusu pracowało głównie w kierunku uświadomienia narodowego, i w tem widzę jego największą zasługę
J. Dowbor-Muśnicki: Krótki szkic do historii I-go Polskiego Korpusu, cz. III, Warszawa 1919, s. 7-8].
            Na skutek umowy z Niemcami z 21 maja 1918 r. I Korpus Polski został zdemobilizowany. Część jego żołnierzy rozproszyła się po terenie Rosji, większość powróciła na ziemie polskie. Niektórzy z nich podjęli służbę w Polskiej Sile Zbrojnej. Wśród nich był dziekan generalny ks. Jan Pajkert, który 9 listopada został jej naczelnym kapelanem.
            Po bolszewickim przewrocie, w rejonie Sorok nad Dniestrem i w okolicy Winnicy rozpoczęto formowanie II i III Korpusów Polskich. Zadanie to otrzymał gen. Eugeniusz de Henning-Michaelis, Inspektor Naczelny Polskiej Siły Zbrojnej na Ukrainie.
            Tworzone korpusy nie były na żołdzie rosyjskim, nie otrzymywały też wyżywienia i rejonów zakwaterowania. Przeciwna im była Ukraińska Rada Narodowa w Kijowie, która odmawiała pomocy. Dlatego aby się wyżywić oddziały musiały kwaterować w większych majątkach i ośrodkach polskich.
            II Korpus Polski (dowódca gen. Sylwester Stankiewicz) liczył tylko około 4000 żołnierzy i faktycznie stanowił kadry dla większej formacji. Nieproporcjonalnie liczna wobec piechoty była kawaleria, artyleria i tabory. W korpusie znaleźli się księżą, którzy objęli funkcje kapelanów. Byli to ks. Karpiński i ks. Jan Syczewski [
K. Nowina-Konopka: Wspomnienia wojenne kapelana II Brygady Legionów Polskich, Kraków 1993, s. 280].
            Dopiero dotarcie do Sorok w dniu 5 marca 1918 r. II Brygady Legionów Polskich płk. Józefa Hallera przyczyniło się do nabrania przez korpus wyraźnego oblicza ideowego. Razem z legionistami dotarł doń ich kapelan, ks. Kazimierz Konopka.
            Już w trakcie przemarszu brygady po przejściu frontu pod Rarańczą (15/16 lutego) ks. Konopka odprawił pierwszą mszę w Iwańczyku (20 lutego), a potem w Ożarińcu. Kapelan w Jampolu otrzymał przybory kościelne dla wojska od ks. Berezowskiego, zaś kielich mszalny od księdza w Sorokach.
            Przed połączeniem się II Brygady z korpusem sytuacja w jego szeregach była zła. Jak opowiadał ks. Syczewski, nocne życie po klubach to i Warszawie nie ustępuje. Trwonią majątek wojskowy. Kilku lepszych oficerów zadaje sobie trud, jeździ po sąsiednich wsiach i tam zbiera mityngi i nakłania żołnierzy, aby nie rzucali frontu, lecz szli do Legionów. Żołnierz nie wie, co to karność i za przykładem oficerów też wszystko sprzedaje i bawi się, tylko że szampana zastępuje wódka samogonka, a nocne hulanki mniej wybredne towarzystwo
Tamże, s. 280-281].
            Dlatego kapelani prowadzili – poza swoją pracą duszpasterską – działalność wychowawczą, zachęcając żołnierzy do wytrwania. Pomagali im w wysyłaniu poczty do kraju i w rozmaitych drobnych sprawach.
            Księża odprawiali msze dla żołnierzy i cywilów. W swoim pamiętniku ks. Konopka odnotował takie nabożeństwa w Czeczelniku, w Białym Kamieniu i Berszadzie, gdzie zastąpił chorego proboszcza. Z okazji niedzieli palmowej kapelan odprawił msze św. W Ujściu i Ługowoje, gdzie Chłopcy przygotowali parę palm, sam pop i ludzie gapili się na naszą mszę św.[
Tamże, s. 290] W związku z triduum paschalnym zastępował chorych miejscowych księży – spowiadał mieszkańców, chrzcił dzieci.
            Ostatecznie dowództwo korpusu objął równocześnie awansowany do stopnia generała, Józef Haller. Zreorganizował on formację w 2 dywizje strzelców, 2 pułki kawalerii, pułk inżynieryjny, brygadę artylerii i dywizjon haubic. Liczyła ona blisko 7000 ludzi.
            Dziekanem korpusu został ks. Kazimierz Konopka, pomagał mu ks. Syczewski. Brak jest informacji o działalności ks. Karpińskiego.
            Reorganizacja oddziałów i podniesieni ich gotowości bojowej, znalazło też odbicie w pracy nielicznych kapelanów. Tak np. ks. Konopka opiekował się założoną dla żołnierzy kasą zapomogową [
Tamże, s. 288].
            Po 20 kwietnia, jak wspominał pamiętnikarz, I ja też wziąłem się do regularnej pracy. Nie można było tak dobrze pracować, mając kwaterę w korpusie, więc Haller przeniósł mnie do 14 dywizji, aby być bliżej żołnierzy. Bo dotychczas to właściwie obijałem się tylko. Ot, to tu, to tam zalazłem, czy do oficerów, czy do żołnierzy, aby pogwarzyć i zżyć się z tymi ludźmi, których dotychczas nie znałem. Podtrzymać trochę dobrego ducha u ludzi, pomagać w wysyłaniu poczty do kraju. Mnie przenoszą do dywizji. Duszpasterstwo korpusu i formacji środkowych objął ks. Syczewski. Ja idę na więcej eksponowane miejsce. Nie można było dotychczas urządzić spowiedzi wielkanocnej, bo byliśmy w marszu. Potem przez pierwszy tydzień w Masłówce pod ciągłym wrażeniem groźnego ataku niemieckiego tak, że dopiero po jakimś uspokojeniu się i ustaleniu zabrałem się do urządzenia spowiedzi. Musiałem postarać się o komunikanty [
Tamże, s.297-298][1000 sztuk uzyskał od proboszcza w Kaniowie – przyp. aut.].
            Ks. Konopka urządzał spowiedź w oddziałach zwykle w przeddzień nabożeństwa, wieczorem, po odpowiedniej nauce oraz rano przed mszą św.
            11 maja doszło do niemieckiego uderzenia na oddziały II korpusu rozlokowane w rejonie Kaniowa. W trakcie walk kapelani opiekowali się rannymi, udzielali absolucji umierającym. Ks. Konopka i ks. Syczewski pochowali blisko 50 poległych polskich żołnierzy na cmentarzu koło cerkwi w Kozinie [
Tamże, s. 327-328].
            12 maja oddziały II Korpusu Polskiego złożyły broń. Kapelani uniknęli jednak niemieckiej niewoli. Ks. Konopka przedostał się do Kijowa, a potem Żytomierza.
            Najmniej informacji posiadamy o służbie duszpasterskiej III Korpusu Polskiego. Utworzony na przełomie 1917 i 1918 r. na terenie Ukrainy, liczył zaledwie nieco ponad 2000 żołnierzy. Uwikłany w walki z ukraińskimi chłopami, ostatecznie został rozbrojonych przez Austriaków w nocy z 9 na 10 czerwca 1918 r. Służyło w nim 6 kapelanów, których w razie potrzeby wspierali miejscowi księża katoliccy. O ich pracy brak bliższych informacji [
J. Odziemkowski: op. cit., s. 40].
            Osobnego potraktowania wymaga działalność bp. Jana Cieplaka, który całą duszą i wielkim wpływem swoim popierał ideę tworzenia armii polskiej, udzielając swej pomocy Polskiej Konfederacji Wojskowej aż do wyjazdu jej głównego dowództwa z Petersburga.
            W okresie konspiracyjnej ewakuacji, prowadzonej prze Polską Konfederację Wojskową po wypowiedzeniu wojny bolszewikom przez Naczpol i Dowództwo I-go korpusu, ks. biskup Cieplak przechowywał u siebie i w gmachu kościelnym ewakuowanych na Murmań oficerów i żołnierzy polskich, narażając osobista wolność i życie i coraz podejrzliwiej zapisując się u bolszewickich czerezwyczajek, co w końcu sprowadziło jego aresztowanie
[
CAW: KW C/814. Wniosek z dnia 15 marca 1922 r. na odznaczenie Krzyżem Walecznych ].

Duszpasterze innych formacji na terenie Rosji

            Prócz trzech korpusów na terenie Rosji znajdowało się wiele mniejszych jednostek polskich, z których część z nich posiadała swoich kapelanów. Niestety, brak jest bliższych informacji o większości z tych oddziałów.
            Szczególna rola przypadła w udziale ks. Marianowi Tokarzewskiemu. Skazany na 5 lat izolacji w zlikwidowanym klasztorze w Zasłaniu, od 1913 r. pracował wśród Polaków w Jarosławiu nad Wołgą, Kostromie i Wołogdzie. Po rewolucji lutowej od 2 kwietnia 1917 r. jako jeden z pierwszych wziął udział w organizowaniu oddziałów polskich. W kontakcie z Polską Konfederacją Wojskową przystąpił do wydzielania oficerów i szeregowych Polaków z jednostek rosyjskich w Jarosławlu nad Wołgą, przyczyniając się do sformowania licznego polskiego oddziału [
CAW: KW 125/T-415. Wniosek na odznaczenie Krzyżem Walecznych z 27 kwietnia 1922 r.].
            Następnie, na polecenie biskupa Cieplaka, udał się do Turkiestanu. Tam znowu w warunkach najbardziej groźnych dla jego życia, przyczynił się do sformowania Polskich oddziałów Konfederackich, eliminując wojskowy żywioł polski ze zrewolucjonizowanych szeregów rosyjskich
Tamże, Wniosek na odznaczenie Krzyżem Walecznych po raz drugi].
            Później przeniósł się do Baru na Podolu, gdzie objął stanowisko proboszcza tamtejszej parafii katolickiej [
R. Dzwonkowski: Losy duchowieństwa katolickiego w ZSSR 1917-1939. Zarys historii, Lublin 1997, s.].
            Przy organizowaniu Zw. Wojskowych Polaków w Turkiestanie w latach 1917-1918 brał czynny udział ks. Stanisław Żelazowski [
S. Łoza: op. cit., t. II, s. 366].
            Jedną z mniej znanych formacji polskich na wschodzie był Legion Polski w Finlandii. Został on utworzony w następstwie Zjazdu Wojskowych Polaków w Finlandii, odbytym 5 czerwca 1917 r. Czołową rolę w tym zjeździe odegrali delegaci z Wyborga, reprezentującą najliczniejszą grupę Polaków w tym kraju. Oni wysunęli postulat formowania polskich oddziałów. Został on przyjęty, a powołany wówczas Centralny Komitet Związku Wojskowych Polaków przejął dowództwo nad utworzonymi już polskimi pododdziałami w Finlandii. Były to: baon kombinowany wszystkich rodzajów broni i twierdzy w Wyborgu, dywizjon artylerii ciężkiej w Sweaborgu oraz kompania piechoty w Ino. Utworzyły one Legion Polski, nad którym dowództwo objął por. Stanisław Bogusławski.
            Legion (37 oficerów, 1700-2000 żołnierzy) został zakwaterowany na stałe w twierdzy w Wyborgu. Polacy zadeklarowali swoją pomoc władzom niepodległej już Finlandii. Żołnierze przede wszystkim dbali o utrzymanie odcinka kolejowego Wyborg-granica rosyjska. Stoczyli wiele potyczek z bolszewikami, chroniąc m.in.. ludność miejscową przed zdemoralizowanymi żołnierzami rosyjskimi. Ostatecznie pod naporem wojsk niemieckich w końcu lutego Legion wycofał się z zajmowanych stanowisk i 1 marca ogłoszono decyzję o jego rozformowaniu. Poszczególne pododdziały, po przekazaniu sprzętu władzom fińskim, dołączyły do innych oddziałów polskich w Rosji [
K. Filipow, Z. Wawer: Legion Polski w Finlandii, w: Wojsko Polskie 1914-1922, t. I, Koszalin 1986, s. 160-162; „Nasz biuletyn”, nr 75/2007, s. 4].
            Legion posiadał własnego kapelana. Został nim (z dniem 2 kwietnia 1917 r.) katolicki proboszcz parafii w Wyborgu, Fin, ks. Karol Carling.
            Jak wynika z dokumentów [
CAW: KW-C/37. Wniosek na odznaczenie Krzyżem Walecznych z 15 marca 1922 r.] Przyjął zaproponowane przez dowództwo Legionu Polskiego w Finlandii odpowiedzialne i narażające go w wysokim stopniu rewolucji bolszewickiej stanowisko kapelana Legionu.
            Z zupełną pogardą dla niebezpieczeństw niósł wszędzie i zawsze pociechę duchową kadrom polskim, specjalnie w tym celu opanowawszy polską mowę i zrozumienie duszy żołnierza polskiego.
            Po rozwiązaniu Legionu powrócił na stanowisko proboszcza parafii katolickiej w Wyborgu.
            Ponadto wiadomy jest udział ks. Kazimierza Nosalewskiego przy organizowaniu polskich oddziałów wojskowych na terenie Rosji. Natomiast ks. Piotr Kontecki w 1917 r. był członkiem zarządu Zw. Wojskowych Polaków 12 Armii [
S. Łoza: op. cit., t. I, s. 433, t. II, s. 214].

X X X

            Jak pisał znawca problematyki, Janusz Odziemkowski, Zachowane meldunki, wspomnienia i relacje dają asumpt do sformułowania tezy o znaczącym wpływie duszpasterstwa wojskowego na zwartość oddziałów. Obok posługi duszpasterskiej kapelani pełnili bardzo ważną w tamtych warunkach funkcję wychowawczą. (…)
            Patriotyczne kazania i pogadanki umacniały świadomość narodową, podtrzymywały wojsko na duchu, dawały nadzieję na przyszłość. Obecność kapelana na polu walki parokrotnie wpłynęła na odniesienie lokalnych sukcesów. Oczywiście błędne byłoby stwierdzenie, że księża kapelani dźwigali cały trud pracy wychowawczej i oświatowej. (…) Była jednak cennym dopełnieniem działań podejmowanych na polu oświaty i wychowania przez kadrę oficerską
[
J. Odziemkowski: op. cit., s. 40-41].

Religijność żołnierzy polskich w Rosji
 

             W religii i przekazywanych przezeń wartościach dowódcy jednostek polskich na wschodzie widzieli czynnik mobilizujący żołnierzy do wysiłku i uodparniający ich na bolszewicką propagandę. Jak pisał w rozkazie nr 118 z 17 maja 1918 r. dowódca 3 Dywizji Strzelców Polskich gen. Wacław Iwaszkiewicz, Trzy lata spędzone w zgniłej i bezdusznej atmosferze wojsk rosyjskich bardzo źle się odbiło na życiu religijnym oficerów i żołnierzy Polaków. Teraz, gdy po złożeniu przysięgi staliśmy się Wojskiem Polskim, świetne tradycje tego wojska musimy w nas odrodzić. Do tych tradycji należała głęboka religijność tych, co walczyli pod Grunwaldem i Wiedniem – aż do tych, co w siermięgach z kosami zdobywali armaty pod sztandarem Częstochowskiej [CAW: I.122.18.14].
            Dużym powodzeniem cieszyły się w I Korpusie Polskim uroczyste nabożeństwa. Obraz jednego z nich pozostawił pamiętnikarz [S. Tworkowski: op. cit., s. 42]:
            Był cudowny wiosenny poranek. Na placu przed mohylewską katedrą stały w bojowym szyku kompanie 2 i 4 pułku strzelców oraz szwadron kawalerii. Przed wojskiem, na wysoko ustawionym polowym ołtarzu ks. kapelan celebrował Mszę św. Polecaliśmy Bogu wszystkie nasze żołnierskie sprawy. Prosiliśmy o opiekę nad pozostawionymi w kraju rodzinami i o szczęśliwy powrót do Ojczyzny. Modliliśmy się za nią. Oddawaliśmy także Bożej opiece i ten skrawek ziemi, odebranej wrogom. Był nasycony polskością Czuwały na jego straży świeże mogiłyNa głos trąbki szybciej uderzyły serca!
Prezentuj broń!
Wzdłuż szeregów przebiegł cichy stuk sprawnie wmanewrowanych karabinów. Zajaśniał w słońcu blask szabel.
Podniesienie!
Setki żołnierskich oczu patrzy na maleńką, wysoko wznoszoną Hostię.. Pan Jezus! Ten sam, z dziecięcych lat, z parafialnego kościoła. Tyle się zmieniło i zmienia nieustannie, tylko On zawsze ten sam.
A potem?...
Czterech naszych żołnierzy weszło na górującą nad miastem strażacką wieżę i na trąbach, strojnych w biało-amarantowe proporczyki, oznajmiło czterem stronom świata, „urbi et orbi”, Czerwonej Armii i Niemcom, Wschodowi i Zachodowi i dalekiej Ojczyźnie, że miasto Mohylew nad Dniestrem, utracone po pierwszym rozbiorze w roku 1772, powraca dnia 3 maja 1918 roku do Polski!
            Natomiast w II Korpusie Polskim – jak zanotował ks. Konopka [
K. Nowina-Konopka: op. cit., s. 297-298] - żołnierze dawnej armii carskiej chętnie uczestniczyli w nabożeństwach, zaś część legionistów nie garnęła się do mszy.

 

Brak jest informacji na ten temat o III korpusie.

Wiktor Cygan
opracowanie wersji elektronicznej ks. płk Zbigniew Kępa

ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 18/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;