Czwartek, 26 październik 2017 r.
Ewarysta, Lucyny, Lutosławy
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
Coraz bardziej wzrastać w łasce oto cel życia naszego. A prowadzi nas „Łaski pełna” Maryja.

bł. S.W. Frelichowski
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Nauczanie pasterskie luty 2007 r.
2007-02-15
Przeworsk: Kazanie Biskupa WP wygłoszone na pogrzebie śp.ks. ppłk Franciszka Kędziory

Bogu i Ojczyźnie
Życie upływa jak morska fala,
Co się od brzegu coraz oddala,
A zaraz druga za nią odpływa
I swym natarciem tamtą pokrywa.
Tak biegną nasze żywota chwile;
Już w naszym życiu przeszło ich tyle.
Któż je policzy na wieczność całą:
Czy zyskiem będą, stratą czy chwałą?
Tak myśli człowiek wierzący, który przychodzi dziś na uroczystości pogrzebowe Śp. księdza pułkownika Franciszka Kędziory. A może tak pomyśli również ten, kto patrzy na życie doczesne inaczej i trochę niedowierza… Bo przecież o czym innym dziś pomyśleć nad grobem, przy którym za chwilę staniemy? Trzeba nam pomyśleć o naszym bliskim kapłanie, którego już tu z nami nie ma. I o sobie samym – bo i mnie kiedyś tu nie będzie.
                Wybitny rosyjski pisarz Lew Tołstoj jest autorem bardzo mądrej legendy, którą może już słyszeliśmy - bo jest ona bardzo znana. Ale nie chodzi o to by ją usłyszeć, może po raz kolejny, lecz aby się nad nią zastanowić i zrozumieć o co chodziło jej autorowi. Otóż pewien człowiek miał trójkę przyjaciół – swoje pieniądze, swoją żonę i swoje dobre uczynki. Będąc na łożu śmierci wezwał do siebie całą trójkę, aby się z nią pożegnać. Do pieniędzy powiedział: „Do widzenia już umieram!” Pieniądze odpowiedziały: „Do widzenia nasz przyjacielu; gdy umrzesz zapalimy ci świeczkę za spokój twojej duszy!” Przyszła i żona, aby się z nim pożegnać i obiecała mu, że będzie mu towarzyszyć aż do grobowej deski. W końcu zjawił się trzeci przyjaciel: „Już umieram” – rzekł ostatkiem sił śmiertelnie chory – „Do widzenia!”. „Nie, odrzekły dobre uczynki, nie do widzenia… My się z tobą nie rozstaniemy. Jak długo żyjesz, jesteśmy z tobą; gdy umrzesz, pójdziemy za tobą”. I chory umarł. Pieniądze ofiarowały mu świecę, żona towarzyszyła mu do grobu, ale dobre uczynki poszły z nim na drugi świat.
Ksiądz pułkownik Franciszek Kędziora to kapłan dobry,skromny, wyrozumiały, łagodny a równocześnie wymagający. Zawsze był pełen radości, entuzjazmu i cieszył się zaufaniem wiernych. Zawsze szczery, delikatny o głębokiej duchowości w przeżywaniu wiary. Kochała go młodzież ta mundurowa i cywilna oraz starsi członkowie parafii. Zawsze służył najuboższym; tym, którzy byli w największej potrzebie. To dobry pasterz, kapłan - społecznik, szlachetny wychowawca i miłosierny samarytanin, który po przez wierną posługę miłości tak bardzo zasłużył się duszpasterstwu wojskowemu.
Śp. ks. Franciszek przeszedł nietypową drogę kapłańską: pobyt i studia w zakonie bernardynów, praca wikariuszowska, kapelańska, proboszczowska... Urodził się 11 maja 1936 roku w Przeworsku, jako syn Ignacego i Marii z domu Świtalska. Do zakonu bernardynów wstąpił 29 sierpnia 1953 roku, profesję czasowa złożył 30 sierpnia 1954 roku, wieczystą zaś 19 kwietnia 1969 roku. Po odbytych studiach w Wyższym Seminarium Duchownym w Kalwarii Zebrzydowskiej dnia 29 czerwca 1962 roku otrzymał święcenia kapłańskie Pracę w duszpasterstwie wojskowym rozpoczął w 1982 roku – pracował jako wikariusz w Szczecinie i Lublinie. W 1987 roku wystąpił do biskupa Bolesława Pylaka – ordynariusza lubelskiego – z prośbą o inkardynowanie do diecezji lubelskiej. Od 1990 roku pełnił obowiązki duszpasterskie jako proboszcz garnizonu Chełmno. W 1992 roku został mianowany proboszczem garnizonu Wałcz. 14 czerwca 1995 roku ksiądz podpułkownik Kędziora został inkardynowany do Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego. Przechodząc w stan spoczynku – 11 maja 1997 roku – ksiądz pułkownik Franciszek Kędziora wyraził chęć dalszej posługi w duszpasterstwie wojskowym. Od 1997 roku do roku 2002 pełnił funkcje kapelana w 107 Szpitalu Wojskowym w Wałczu. Angażował się także w pracę duszpasterską przy miejscowym kościele garnizonowym.Ma on duże zasługi dla duszpasterstwa, albowiem w znacznej mierze, dzięki jego trosce powstała parafialna świątynia.
Podczas pobytu na wizytacji duszpasterskiej w Parafii Wojskowej w Wałczu w dniu 24 stycznia 2007 roku odwiedziłem chorego, emerytowanego księdza kapelana Franciszka. Poprosił mnie wówczas o udzielenie mu sakramentu namaszczenia chorych. Podkreślił, że swoje cierpienie ofiaruje w intencji duszpasterstwa wojskowego. Podczas rozmowy przekazałem mu pozdrowienia od księży kapelanów i zapewniłem o modlitwie w jego intencji. Wyraził także podziękowanie za lata pracy w duszpasterstwie wojskowym. Jako Biskup Polowy pragnę dzisiaj wyrazić słowa uznania i podziękowania Pani Kazimierze, która w chorobie opiekowała się swoim rodzonym bratem. Wyrażam także słowa podziękowań pod adresem ks. kmdr. por. Zbigniewa Kłuska – proboszcza garnizonu Wałcz, który okazywał zmarłemu szacunek i kapłańską pomoc. Ksiądz Kędziora opowiadał o swoich życiowych pasjach którymi była praca duszpasterska w wojsku oraz jeździectwo konne.
Wydaje się, że śp. ks. Franciszek rozumiał dobrze specyfikę życia kapłańskiego: pracować dla zbawienia powierzonych mu wiernych, nie zapominając o tym, że także sam o własne zbawienie musi się bardzo starać. Ze zmagania się z własnymi słabościami i chorobą, która go dręczyła przez wiele lat śp. ks. Franciszek Kędziora wyszedł zwycięsko. Nadziei na ostateczne zwycięstwo nie pokładamy jednak w sobie. Wyrasta ona z faktu, że Bóg nas wybrał, czego znakiem jest chrzest i nasza wiara w Boga. Nadzieja kapłana jest jeszcze większa, bo umiłował go Chrystus, powołując do swego kapłaństwa. Dlatego św. Paweł z taka radością woła: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Ale we wszystkim odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował (Rz 8, 35.37).
Apostoł Narodów w Liście do Rzymian przypomina nam również, że „Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie" (14,7). Dziś przed trumną Śp. ks. Franciszka te słowanabierają szczególnego znaczenia. Przypominają nam, że kapłan nie żyje dla siebie i nie umieradla siebie. Kapłan żyje dla Kościoła i dla Chrystusa, żyje dla tych, do których posyła go Kościół.
Ksiądz Franciszek potrafił wypracować w ciągu swoich lat kapłaństwa piękny model życia dla drugich. Był po prostu oddany człowiekowi, który przez niego przybliżał się do Boga. Dlatego otaczano go tak powszechną i spontaniczną miłością.On – jak sam przyznawał – nie szukał względów dla siebie, nie chciał wiernych wiązać ze sobą, chciał im po prostu przybliżać piękno Boga i prawdziwość zasad wiary. Prawda, że w dziedzinie społecznego stosowania prawd Bożych był zdecydowany i wymagający.
Śmierć kapłana - człowieka żyjącego wiarą jest współumieraniem z Chrystusem, czyli przechodzeniem do współzmartwychwstania. Kto umiera dla Pana, staje się jak kiełkujące ziarno, które obumarłszy wydaje wielokrotny plon. Żołnierz ginący w obronie Ojczyzny umiera nie dla siebie, ale aby inni mogli żyć; uczony umiera nie dla siebie, ale aby inny uczony mógł dalej się wspinać wykorzystując już zdobyte szczeble wiedzy. Wymownym przykładem umierania nie dla siebie jest dla nas święty Maksymilian Kolbe. Umierał w bunkrze głodowym, aby współwięzień, ojciec rodziny, mógł żyć. Czyż możemy mieć dziś wspanialszą intencję dla naszych modlitw jak nie tę, aby śmierć męczeńska księdza Jerzego nie była tylko przerwą jego ziemskiego życia, ale aby była owocna dla nas, dla naszego lepszego społecznego życia? Chrystusowy człowiek nie umiera dla siebie, ale dla Chrystusa i za innych, daje wielką perspektywę społecznych nadziei.
            Dusze sprawiedliwych są w ręku Boga. Tylko głupim może się zdawać, że odejście od nas sprawiedliwych jest unicestwieniem, tymczasem sprawiedliwi trwają w pokoju (por. Mdr 3,1-3). Być w ręku Boga, to znaczy być zanurzonym w źródle życia. „Bóg jest żywy i tylko On daje życie”. Dar życia jest tak wielki, że Bóg ludzi obdarowuje życiem, nie tylko ziemskim, ale i wiecznym, to znaczy własnym życiem, które nie zna granic, nie zna śmierci. Obietnica życia wiecznego urzeczywistniła się w Jezusie Chrystusie, który stał się „życiem i zmartwychwstaniem” (J 11,25).
Dziś w imieniu całej społeczności Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego dziękuję Ci Kochany Księże Kapelanie Franciszku za wszystkie Twoje prace, trudy i poświęcenie składane w służbie drugiemu człowiekowi, zwłaszcza temu w mundurze. Dziękuję za Twoje kapłaństwo, w którym Chrystus był zawsze na pierwszym miejscu.
Dziękuję za to, że rozdawałeś wśród nas swoją przyjaźń i swoją służbę, a także za to,że dałeś nam przykład jak wiernie służyć Bogu i Ojczyźnie (Deo et Patriae). Niech Jezus Chrystus Najwyższy Kapłan wprowadzi Cię do domu Swego Ojca.
Nasze rozważanie zakończmy słowami kapłana poety (ks. T. Nagel), który tak pisze o człowieku:
Dni moje jak trawa,
często nogą zdeptana
lub znika pod kosą
przycięta zbyt nisko.
Człowiek też jest trawą,
dni jego jak kwiaty
zakwitają rano
a wieczorem giną.
Śmierć przychodzi cicho,
nie wiadomo kiedy
i podcina gałąź
żywota ziemskiego.
Nie pozwól Panie
aby nie wydało owocu
życie moje
nim zwiędnie ciało,
w którym dusza musi
zapracować na Zmartwychwstanie.
                                                        Amen.
+ Tadeusz Płoski
Biskup Polowy Wojska Polskiego
ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 18/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;